| Życiorys w obrazkach |
|
Po raz pierwszy zobaczyłam mój dom, gdy miałam cztery dni. Podobno wszędzie ustawione były kwiaty, świeciło czerwcowe słońce i właśnie zaczynał się weekend. Cudownie! W pierwsze urodziny, znanym w rodzinie zwyczajem, umieszczono mnie na kocu i rozłożono dookoła kilka przedmiotów. To, czym się zainteresowałam, miało poniekąd świadczyć o mojej przyszłości. Wybrałam kartkę z bloku, ołówek, i cienkopis...
Moja twórczość zaczęła się od tzw. "głowonogów". Rysowałam w ten sposób swoją czteroosobową rodzinę. Gdy pojawił się najmłodszy brat, odkryłam już coś takiego, jak tułów, i nadałam mu postać puchatej kulki. Dopiero potem odchudziłam nieco moich bohaterów i w bardzo określony sposób zaczęłam rysować całą już pięcioosobową rodzinę (każdy innej wysokości, od najwyższego do najniższego), odróżniając przy tym pierwszego brata tylko za pomocą okularów.
Przy rodzicach architektach i nauczycielach przedmiotów artystycznych, wraz z młodszymi braćmi dorastaliśmy w bardzo twórczej atmosferze. Wszędzie wisiały rysunki i obrazy, leżały papiery, kalki i bloki, półki pełne były rulonów a w biurkach można było znaleźć mnóstwo ciekawych rzeczy, od tuszów po linijki do rysowania kółek.
Występ w Filharmonii Narodowej 27.02.1994 roku.
Muzyka to była - i jest - druga twórczość w domu. Najpierw, mając pięć lat, zdałam do szkoły muzycznej. Na egzaminie pani kazała klaskać do rytmu i śpiewać na podane dźwięki. Dwa razy w tygodniu mama zabierała mnie wcześniej z przedszkola, obiecując nowe spinki i gumki do włosów w sklepie tuż koło szkoły - wtedy mogła liczyć, że pojadę. Ucząc się gry na pianinie, a nie umiejąc pisać, pewnego dnia zawiązałam na dwóch patykach sznurki, które znalazłam pod ręką, i zaczęłam udawać, że gram na skrzypcach. Tylko moja ochota nie była udawana. Rok później miałam już zajęcia z dwóch instrumentów (zwykle to następowało po trzech latach). Miałam najmniejsze istniejące skrzypce, i mama woziła mnie na lekcje prosto ze szkoły białym maluchem, ze słoikiem zupy do zjedzenia po drodze. Podobno okropnie fałszowałam, ale w którymś momencie mama nawet polubiła skrzypce.
Mniej więcej w tym czasie skomponowałam swój pierwszy utwór muzyczny - bardzo prosty i wesoły, na dwie ręce. W niektórych przypadkach próbowałam, za namową mamy, łączyć swoje plastyczne i muzyczne zainteresowania: oprócz brania udziału w konkursach plastycznych, ilustrujących muzykę; bardzo starannie pod względem plastycznym przygotowywałam swoje programy na coroczne egzaminy z instrumentów w szkole muzycznej.
Równocześnie, od najmłodszych lat zaczęło się jeżdżenie na plenery rysunkowe z tatą i studentami architektury, których uczył. Jeździłam do Kazimierza Dolnego, zwracając uwagę tylko na Górę Trzech Krzyży, która przewijała się w moich rysunkach, odkąd miałam trzy lata. Potem dopiero zauważyłam studnię i koguty.
Plenery WAPW w Kazimierzu Dolnym około roku 1990.
W szkole chciałam być prawdziwym rysownikiem, więc rysowałam ołówkiem, próbując wydobyć światłocień, ale nauczycielom się to chyba nie podobało, może nie było zbyt kolorowo? Lubili za to, gdy grałam na szkolnych uroczystościach.
Występy szkolne w SP nr 2 w Milanówku około roku 1994. Wreszcie tata wziął mnie na wydział na zajęcia z rysunku ze swoimi studentami. Rysowaliśmy głowy gipsowe. Miałam czternaście lat. Studenci byli wielcy i poważni. Udawałam, że mnie tam nie ma, a jak któryś chciał pożyczyć temperówkę, to zapadałam się pod ziemię. Równolegle chodziłam na różne zajęcia plastyczne i skończyłam szkołę muzyczną. Dostałam też wtedy keyboard, na którym można było zmieniać dźwięki i rytmy, oraz nakładać na siebie kilka warstw melodycznych - uwielbiałam tworzyć utwory na wiele instrumentów, puszczać je i do nich śpiewać. Mimo, że skończyłam tylko pierwszy stopień Szkoły Muzycznej, cieszę się, że mogę - tak dla siebie - grać piosenki, które usłyszę, a do których nie mam nut, oraz grać wraz z braćmi w czasie listopadowych spotkań muzycznych i w czasie każdych świąt Bożego Narodzenia. Nasze wspólne kolędowanie uważam za bardzo cenną tradycję - potrafimy prawie bez przygotowania dostroić się do siebie w sam wieczór wigilijny i snuć świąteczne melodie przez dwie godziny (to wszystko przed odpakowaniem prezentów!). Nie wyobrażam sobie wigilii bez kolędowania na instrumentach. ![]() Kolędowanie 2000 Kolędowanie 2005 ![]() Kolędowanie 2006 Kolędowanie 2007 ![]() Kolędowanie 2008 Kolędowanie 2009 Wracając do historii - nadal co roku jeździliśmy na plenery do Kazimierza Dolnego. Byłam tam zwykle tyle razy, ile miałam lat. Mimo to nie znałam wszystkich jego zakątków, z tego oczywistego powodu, że całymi dniami rysowałam (oto efekty). To miasteczko nadal jest dla mnie specyficznym miejscem i pamiętam je głównie takim, jakie było w tamtych latach. ![]() Plener WAPW w Kazimierzu Dolnym 1998. Czas liceum był czasem rozwijania mnóstwa innych niż plastyczne zainteresowań (m.in. językowych, tanecznych i wokalnych) choć nadal jeździłam na plenery, jak również brałam udział w konkursach plastycznych, a do tego ćwiczyłam rysowanie ze zdjęć i namalowałam pierwszy, bardzo śmieszny, obrazek olejny. Chodziłam też na zajęcia ze śpiewu, wzięłam udział w dwóch festiwalach piosenki i śpiewałam w zespole. Dalej komponowałam, nagrywając swoje utwory na kasety magnetofonowe i wpisując do specjalnego zeszytu teksty swoich wierszy i piosenek. W którymś momencie zorientowałam się, że uczę się sześciu języków obcych. ![]() Rysowanie z mamą w Barcelonie 1999. Rysowanie w południowej Francji 2001. W drugiej klasie, przeglądając pismo dla licealistów, znalazłam w specjalnej rubryce z kierunkami studiów coś ciekawego: grafikę na Akademii Sztuk Pięknych. Nigdy wcześniej nie byłam na żadnej akademii, i dopiero najbliższej wiosny pojechałam obejrzeć końcoworoczną wystawę na wydziale grafiki. Stwierdziłam, że to dla mnie idealne miejsce: studia łączące rysunek, fotografię, projektowanie... Na pierwszym i drugim roku uwielbiałam głównie rysunek, anatomię, fotografię, kaligrafię i rzeźbę, ale potem spodobało mi się praktycznie wszystko. Jako specjalizację wybrałam plakat i grafikę wydawniczą, ale uczyłam się też projektowania książki. Moim dyplomem stał się cykl plakatów. ![]() Malarski plener ASP w Dłużewie 2004 Rysunkowy plener WAPW we Lwowie 2004 Rzeźbiarski plener ASP w Dłużewie 2005 Studia nie dały mi zbyt wiele czasu na rozwijanie dawnych pasji, bo moja pilna natura kazała mi przygotowywać się całymi weekendami na każde zajęcia w następnym tygodniu (na co dzień nie było czasu, bo korekty i wykłady pochłaniały całe dnie). Wszystko było dla mnie niesamowite: na tych studiach nie tylko ja rysowałam na marginesach w czasie wykładów, a wszyscy mieli głowy pełne pomysłów i zaskakiwali na każdym kroku. Każdy tworzył tyle różnych rzeczy, że to, co znajdowało się na wystawach końcoworocznych i oblepiało wszystkie wolne ściany pracowni i korytarzy na wszystkich czterech kondygnacjach na wydziale - to był tylko mały procent tego, co powstawało w ciągu takiego jednego roku na każdym przedmiocie. ![]() Przegląd z liternictwa 2005 Wystawy końcoworoczne 2004, 2005, 2006, 2007 Dopuszczenie do dyplomu 2008 W czasie studiów ukończyłam też Studium Pedagogiczne, a po studiach - w ramach urozmaicenia nauki - Kurs Choreografii Scenicznej w Krakowie. Wprawdzie tańczyłam dopiero od liceum (najpierw taniec towarzyski i tango argentyńskie, potem trochę tańca współczesnego, jazzu i flamenco) to zainteresowałam się tańcem na tyle, że napisałam o nim pracę magisterską ("Musical i jego aspekty plastyczne. Integracja sztuk w muzycznym teatrze i filmie"). Odwiedzanie teatrów muzycznych przez cały piąty rok studiów, oraz czytanie stosu książek na temat tańca w celu napisania pracy, musiało zaowocować chęcią pogłębienia umiejętności również w tym zakresie. Zwłaszcza na zajęciach ze stepu amerykańskiego oraz tańca musicalowego, na których jeszcze raz zetknęłam się ze wspaniałą muzyką z kilku znanych przedstawień i filmów. ![]() Występ ze Szkołą Muzyczną około roku 1991. Występ na warsztatach w Lądku Zdroju w 2008 r. Spektakl dyplomowy "Cień" w Krakowie w 2009 roku. Obecnie zajmuję się malarstwem, rysunkiem, projektowaniem graficznym i dalszym poszukiwaniem nowych stylów i technik. Uwielbiam robić własnoręczne prezenty! Jednym z moich twórczych marzeń jest stworzenie musicalu od początku do końca: napisanie scenariusza, skomponowanie muzyki, zaprojektowanie scenografii, ułożenie choreografii, ubranie oraz charakteryzacja aktorów, wykonanie plakatów i programu, a potem... obejrzenie tego :) Plener na Sycylii 2008 (Catania, Modica, Ragusa) ![]() Plener w Wilnie 2009. Plener w Toskanii 2009. Plener w Perugii 2010. W 2012 roku założyłam z mężem Michałem Orłowskim szkołę rysunku i malarstwa Creosfera, do której serdecznie zapraszamy. Przygotowujemy do egzaminów wstępnych na ASP i Architekturę, a także prowadzimy zajęcia hobbystyczne i akwarelowe. |